Czy muzyka może być jednocześnie osobistym wyznaniem i komentarzem do kondycji współczesnego świata? S7.VVY udowadnia, że te dwie perspektywy nie muszą się wykluczać. W utworze „Żywioły” relacja człowieka z naturą staje się metaforą naszych wewnętrznych konfliktów, międzyludzkich zależności i nieustannego poszukiwania równowagi.
O wieloznaczności tekstów, potrzebie artystycznej autentyczności, granicach interpretacji i miejscu refleksji we współczesnej muzyce popularnej rozmawiamy z Agnieszką i Michałem z duetu S7.VVY. To rozmowa o twórczości, która nie podaje gotowych odpowiedzi, lecz pozostawia słuchaczowi przestrzeń do odkrywania własnych znaczeń.
BEE: „Żywioły” można usłyszeć jako piosenkę o miłości, ale można też dostrzec w niej gorzką opowieść o cywilizacji, która coraz bardziej oddala się od natury. Czy zależało Wam na tym, żeby prawdziwy sens utworu nie był oczywisty od pierwszego przesłuchania?
Michał: Uważam, że dosłowność w tekstach zawsze działa na niekorzyść, choćby przez to, że utwór staje się wtedy mniej uniwersalny. Nie lubię też komunikatów wprost bez cienia poetyki, bo takie są w moim odczucie mniej stymulujące. Staram się często celować w balans pomiędzy konkretnym przesłaniem, a stosowaniem metafor, które pozwalają interpretować go szerzej. Jeżeli niejasności w tekście zachęcają do ponownego odsłuchiwania, to tym lepiej.
Agnieszka: My lubimy metafory, lubimy kiedy coś osobistego daje się interpretować jako coś bardziej globalnego. Wtedy więcej osób może utożsamić się z tym i odkryć w tym jakąś prawdę dla siebie. Poza tym każde z nas – ja i Michał czuje i rozumie ten utwór inaczej. My raczej nie dzielimy się swoją interpretacją wzajemnie – raczej akceptujemy te nasze osobiste rozumienie utworu. Tak jest ciekawiej – często – co osoba pisząca miała na myśli -a co osoba wykonująca miała na myśli -dowiadujemy się dopiero na etapie tworzenia klipu bądź w wywiadzie. Na tyle podobnie rozumiemy rzeczywistość, że możemy sobie na takie traktowanie tematu pozwolić – te interpretacje są zawsze spójne z utworem, jedyne czym się różnią to naszymi „filtrami” i to jest ciekawe. Drugą kwestią jest to, że jest to jednak duet co może samo w sobie zachęcać do interpretacji o miłości-w końcu ja rozumiem ten utwór jako opowieść o nas, jest to też singiel i nazwa naszego zespołu pojawia się w refrenie. Jeśli chodzi o sam wątek miłości – bardzo chcieliśmy uniknąć tego typu skojarzeń, dlatego w klipie zachowujemy ostrożność jeśli chodzi o interakcje damsko-męskie. Chcieliśmy przełożyć opowieść o naszej przyjaźni która jest często słodko- gorzka ale złączona przez pierwiastek czegoś co jest bliskie nam obu – muzyki -na język wizualny. Interakcja z linami mówi tu właśnie o spoiwie i wzajemnym oddziaływaniu. Na ten wątek można popatrzeć naprawdę bardzo globalnie – jako ciągły konflikt – człowiek – natura, czy też choćby wewnętrzny konflikt tak naprawdę w nas samych – dążenie/odpuszczanie,powrót. Może te metafory przychodzą nam po prostu jakoś naturalnie.
BEE: W tekście pojawia się symboliczna „betonowa noc”, a człowiek wraca do natury niczym do domu, z którego wcześniej sam trzasnął drzwiami. Czy Waszym zdaniem współczesny świat przekroczył już granicę, za którą trudno będzie odbudować tę relację?
Michał: Nie uważam, żeby było na to za późno, a być może w niektórych sferach jest z tym nieco lepiej niż jeszcze w niedalekiej przeszłości. Wiele współczesnych trendów promuje jedność z naturą i wydaje mi się, że nasza mentalność dojrzała już do docenienia tego połączenia na co dzień, na dłuższą metę, nie tylko w ramach chwilowej mody. Z drugiej strony jednak równoważy to niestety rozwój nowoczesnych technologii, więc to złożony problem.
Agnieszka: Widzę to tak, że natura jest tutaj stałym czynnikiem, a człowiek ciągle się miota. Z założenia taka jest „natura” ludzka – nie sądzę, że będzie lepiej lub gorzej. Jednak jakkolwiek daleko byśmy odchodzili – zawsze ostatecznie wracamy, czy pytamy stricte o walkę ze stratami ekologicznymi, czy też o nasze wewnętrzne konflikty – bo mam wrażenie, że natura może również reprezentować tą część nas, która jest naszym domem – spokojem – balansem, natomiast „człowiek” nasze oczekiwania, oddalanie się od siebie, dążenia. Ta relacja z założenia jest pewnego rodzaju balansem o który na pewno warto walczyć.
BEE: Natura w Waszej piosence jest niemal osobą – potrafi się gniewać, cierpieć, ale ostatecznie ponownie otwiera drzwi. Dlaczego nadaliście jej właśnie takie cechy? Czy dostrzegacie w niej większą zdolność do przebaczania niż w samym człowieku?
Michał: Celem natury jest przetrwać, ale dla potrzeb tekstu tę cechę ująłem w kategoriach życzliwości w naszą stronę, bo jej środowisko jest nam na ogół najbardziej sprzyjające. Antropomorfizacja natury to również zabieg ułatwiający realizację metafory relacji damsko-męskiej.
Agnieszka: Ja widzę to tak, że poniekąd to nie są wahania samej natury a nas samych.Natura w tej relacji jest czymś stałym. I to po naszej stronie leży gniewanie się na nią, cierpienie i wybaczanie. To nasza interpretacja naszych stanów. To My się od niej oddalamy, my ją porzucamy, a także my wracamy. Operujemy językiem jaki znamy.
BEE: Przyroda i cywilizacja są w „Żywiołach” przedstawione jako siły, które nie potrafią bez siebie istnieć, a jednocześnie nieustannie ze sobą walczą. Czy ta sprzeczność dotyczy wyłącznie naszej relacji ze środowiskiem, czy widzicie ją również w codziennych relacjach międzyludzkich?
Michał: Widzę ją w relacjach międzyludzkich, ale nie uważam za konieczną. Konflikty potrafią być bardzo rozwojowe i wcale nie muszą przebiegać w bojowej atmosferze, ale jeżeli są nieustanne, nie ma czego pochwalać. Silne charaktery ludzi i ich determinacja w różnych dążeniach to wspaniałe zjawiska, ale jeśli są w skutkach również niszczycielskie, wtedy ta ciemna strona przyćmiewa jego blaski. Osiągnięcie równowagi w byciu żywiołem bez naruszania granic innych to sztuka.
Agnieszka: Kontekst relacji jest tutaj kluczem. Relacja natury z cywilizacją to taki sam mechanizm jak relacja człowieka z drugim człowiekiem lub samego ze sobą – ciągłe przyciąganie i odpychanie, bycie otwartym na drugą stronę, bycie zamkniętym. Akceptacja wzajemnego wpływu lub walka z drugą stroną.
BEE: Refren przynosi pozornie optymistyczną myśl, że wspólny pierwiastek jest w stanie scalić to, co zostało zniszczone. Czy to wyraz Waszej wiary w możliwość naprawienia wyrządzonych szkód, czy raczej artystyczne życzenie, które niekoniecznie musi się spełnić?
Michał: Ten pierwiastek jest niezniszczalny, trzeba jednak dać mu wystarczającą przestrzeń do działania.
Agnieszka: Gdyby nie było w tym nadziei nie nagralibyśmy tego. Moje przekonanie jest następujące: Dopóki artysta tworzy, jest w nim nadzieja na zmianę/zrozumienie/porozumienie. Raczej człowiek zamknięty i bez nadziei nie zagrzewa innych do walki, a przynajmniej nie będzie to bardzo przekonujące, tak mi się wydaję. Jednocześnie myślę, że mamy bardzo „obserwatorskie” nastawienie w naszej sztuce i raczej piszemy o tym co nas samych dotyka bez próby zmieniania czegokolwiek. Czasem dzielimy się smutnymi, gorzkimi przemyśleniami a czasem wesołymi, pozytywnymi – i w tym i w tym jest nadzieja jeśli nie do zmiany to chociaż to pogodzenia się ze stanem rzeczy.
BEE: Współczesna muzyka popularna rzadko podejmuje temat odpowiedzialności człowieka za otaczający go świat w sposób tak metaforyczny. Czy czujecie, że jako artyści macie potrzebę komentowania rzeczywistości, czy traktujecie tworzenie przede wszystkim jako przestrzeń osobistych emocji?
Michał: Traktuję tworzenie w znacznej mierze jako przestrzeń do przetwarzania osobistych przeżyć. Owszem, uważam, że dzisiejsza muzyka popularna w warstwie tekstowej jest niestety bardzo wtórna, często wręcz żenująco banalna, naprawdę o niczym. Pamiętam gdy natrafiłem w tym roku na singiel radiowy pewnej znanej polskiej wokalistki i słuchając tekstu byłem wręcz oburzony tym w jakim stopniu był to zlepek fraz o niczym, zupełnie jakby czytało się wybiórcze nagłówki rolek, czy artykułów internetowych (niestety nie mogę tego nawet porównać do wyrwanej strony ze zbioru frazeologizmów). Tekst stał się koniecznością dla muzyki, która często nic nie wnosi, to znaczy nie oferuje nic autentycznego, a jedynie kopiuje obecny trend w nadziei na zysk monetarny. Nasze teksty nie są wypełnieniem przestrzeni w muzyce, ale nie piszemy ich w myśl konkretnej idei, czy z poczucia misji. To jak niestosowne bywają autorytarne wypowiedzi tekściarzy będących tak naprawdę laikami w tematach, które poruszają jest okazją do kolejnej obszernej wypowiedzi, ale tu już się powstrzymam.
Agnieszka: Myślę, że emocje, które powodują, że tworzymy biorą się właśnie z komentowania zjawisk. Gdybyśmy byli obojętni na otaczający nas świat- nie wywoływałyby w nas emocji na podstawie których możemy tworzyć. Te metafory mogą czasem ukryć prostotę emocji, które towarzyszą nam na codzień, ale pozwalają na wysnucie refleksji – na czym nam zależy. A może po prostu mamy do tego tendencje. Możliwe że jest to rodzaj oswajania się z rzeczywistością.
BEE: W Waszej twórczości ważne miejsce zajmują niedopowiedzenia. Czy zdarza się Wam słyszeć od odbiorców interpretacje piosenek zupełnie inne od tych, które mieliście w głowach podczas pisania? I czy takie sytuacje potrafią Was czegoś nauczyć o własnej muzyce?
Michał: Tak, przytrafiły mi się takie sytuacje, chyba nawet głównie takie! Mogłaby to być wskazówka, by nie odbijać za daleko od jasnego przesłania, ale odmienne interpretacje nigdy nie były dla mnie krzywdzące, nie jest to dla mnie ujma. Mamy po prostu przeżywać odbieraną muzykę i tekst i robimy to przez pryzmat własnej historii. Jeśli ktoś robi to na swój sposób, to (dopóki jego interpretacja nie jest komicznie nielogiczna) chętnie poznam i zaakceptuję inną perspektywę.
Agnieszka: Tak, każda refleksja wywołana naszą muzyką jest na wagę złota. W czasach, w których większość piosenek sprowadza się do relacji damsko-męskich a często nawet nie mówią o jakiejkolwiek prawdzie związanej z człowiekiem pisanie czegoś co pobudza szare komórki a może nawet wywoła jakieś złożone emocje jest powinnością. Wszystko inne jest stratą czasu. Świat ma zbyt dużo rozrywek i zbyt mało refleksji i wrażliwości. Oczywiście tu też chodzi o balans – ale właśnie od tego jest rozrywka którą proponujemy – można się do niej pobujać ale też przy okazji można znaleźć w niej coś cennego – jakąś prawdę o samym sobie i otaczającej nas rzeczywistości.
BEE: Agnieszka, poza muzyką zajmujesz się również sztukami wizualnymi, a w jednym z wcześniejszych wywiadów mówiłaś o poszukiwaniu drugiego znaczenia w otaczającym świecie. Czy malarstwo i poezja pomagają Ci dostrzegać obrazy, które później zamieniacie wspólnie w dźwięki?
Agnieszka: Przede wszystkim myślę, że każda z tych dziedzin jest przejawem jednej wrażliwości. To, że tworzę na tych polach jest jakąś drogą, którą odkrywam i podczas której odkrywam. Czy te pola na siebie wpływają? Nie widzę tego. Raczej to, że tworzę w kilku dziedzinach bierze się z chęci pokazania jakiegoś problemu w taki a nie inny sposób – zazwyczaj kiedy chcę żeby coś powstało, wiem jakiej techniki chcę użyć/jakim językiem opowiedzieć tą historię. Zazwyczaj nie opowiadam jednej historii różnymi językami. Nie ma w tym niczego specjalnie głębokiego. Tak to po prostu działa. Nie czuję też inspiracji tym co tworzę, więc moje konkretne działania nie prowokują kolejnych. Malowanie czuję jako inną potrzebę niż pisanie tekstu lub nagrywanie. Choć jest to ogólna potrzeba tworzenia to mam wrażenie, że każda z dziedzin spełnia we mnie inną funkcję.
BEE: Michał, Twoje teksty operują symbolami i pozostawiają sporo przestrzeni do interpretacji. Czy pisząc „Żywioły”, chciałeś przede wszystkim opowiedzieć określoną historię, sprowokować słuchacza do refleksji, czy może wyrzucić z siebie osobisty niepokój?
Michał: „Żywioły” są moim najmniej osobistym tekstem, to raczej szerzenie popularnej refleksji nad obecnym stanem cywilizacji. Za słowami nie stoi niepokój, raczej zachęta do poświęcenia chwili uwagi tematowi.
BEE: Żyjemy w rzeczywistości, w której niemal wszystko dzieje się szybko, a muzyka często pełni funkcję tła. Czy obawiacie się, że bardziej złożone teksty mogą zostać przeoczone przez odbiorców przyzwyczajonych do natychmiastowych emocji?
Michał: Nie przeszkadza mi, gdy słuchacze ignorują teksty, nie czuję się przez to pominięty, czy niezauważony. Chcę, by podobała im się muzyka, żebY stała się ich światem. Jeżeli wejdą w głębie kolejnego planu, jakim jest tekst, odbędzie się to z korzyścią dla nich, ja swoją satysfakcję czerpię z możliwości wyrażenia siebie, a niekoniecznie z bycia rozumianym przez wszystkich.
Agnieszka: Mam wrażenie, że gramy tu do jednej bramki – Wasze pytania są naprawdę świetne, głębokie i wnikliwe. Ale w gruncie rzeczy sprawa ma się u Was tak samo – jest zasyp treści pisanych bez przystanku na myśl, musimy się z tym mierzyć i robić swoje. Wierzymy w to, że nasze treści przyciągną ludzi o podobnych zainteresowaniach i dążeniach a może nawet wciągną kogoś na chwilkę dłużej, kto normalnie nie zostałby z nami. To jest właśnie nasza próba impaktu na sytuacje w kulturze. Z drugiej strony zajmujemy się rozrywką i jest w nas też moc rockmanów. Elektryczna gitara Michała, rockowa perkusja, pulsujący bas starają się również wciągnąć osoby dla których ważna jest jedynie muza. Staramy się wyważyć bycie refleksyjnym z dziką radością z grania.
BEE: Wasza piosenka mówi o powracaniu do punktu wyjścia i powtarzaniu tych samych błędów. Czy widzicie w tym przede wszystkim słabość ludzkiej natury, czy może nieuchronny mechanizm rozwoju, który wymaga od nas wielokrotnego przeżywania podobnych doświadczeń?
Michał: Kolejne świetne pytanie! Myślę, że ten schemat to faktycznie świadectwo ludzkiej słabości, ale zarazem dowód na to, że przejawiamy tę wspaniałą cechę, jaką jest nieustanne dążenie do samodoskonalenia.
Agnieszka: Nie określałabym tego słabością, jest to po prostu cecha człowieczeństwa. Może to właśnie różni nas od robotów i jest to piękne? Schemat, w którym uczymy się popełniając błędy, to wszystko nas wzbogaca to że czegoś żałujemy, nie chcemy – mówi o świadomości naszych dążeń. Dylematy, które mamy – mówią o tym, kim nie chcemy być a kim chcemy, to że się wahamy – mówi o tym, że nie jesteśmy zautomatyzowani, pojawia się przestrzeń na myśl i wybór. Myślę, że trzeba zaakceptować tą część siebie która po raz setny chce tego, czego w gruncie rzeczy nie chce. Możemy być na to w równej mierze zirytowani jak też wdzięczni. A zmiany wymagają powtórzeń, refleksji, chęci ale też czasu.
BEE: Gdybyście mogli sprawić, że każdy słuchacz po usłyszeniu „Żywiołów” zatrzyma się na chwilę i zada sobie jedno pytanie, jakie pytanie chcielibyście pozostawić w jego głowie?
Michał: Czy każda nowina jaką proponuję nam cywilizacja jest naprawdę drogą naprzód, którą warto podążać?
Agnieszka: Chyba wolę zostawić otwarte pole do interpretacji – jakakolwiek to będzie refleksja – zadanie wykonane. Jakakolwiek emocja Cię w tym poruszy drogi czytelniku – dziękuję.
Dzięki za wyborną rozmowę!
S7.VVY MUZYCZNIE I SOCIALOWO:


Leave a Reply